Archiwa kategorii: Historia

Recenzja „When I See the Wild God” Ly De Angeles

Recenzja książki

Zobaczywszy książkę Ly de Angeles pod tytułem „When I See the Wild God. Encountering Urban Celtic Witchcraft” (Kiedy widzę Dzikiego Boga. Spotkania z miejskim czarownictwem celtyckim”), natychmiast ściągnęłam ją z bibliotecznej półki. Połączenie brzmiało intrygująco – mało jest książek poświęconych religii natury w mieście (ze dwie-trzy?), a jeszcze mniej takich skupiających się na wiccańskim Bogu (przychodzi mi na myśl tylko jedna). Ponadto czytałam wcześniejszą książkę de Angeles, „Witchcraft: Theory and Practice”, która zrobiła na mnie całkiem niezłe wrażenie.

Po przeczytaniu paru rozdziałów poczułam się rozczarowana, bo książka nie jest ani o Bogu, ani o miejskim czarownictwie. Autorka jakby nie mogła się zdecydować o czym pisze. W jednym miejscu twierdzi, że ma to być podręcznik Wicca skierowany do mężczyzn. W innym – że jest to druga, bardziej zaawansowana część „Witchcraft: Theory and Practice”. Nic z tego tam nie ma! Wygląda to w zasadzie tak, jakby autorka zebrała garść notatek na ciekawe tematy, dopchała objętościowo dużą ilością tekstów w stylu standardowego elementarza Wicca (zamydlonych dla niepoznaki egzotycznie celtyckimi (?) określeniami), opatrzyła okładkę paroma chwytliwymi słowami kluczowymi, a następnie… no, sprzedała.

Czy zatem warto tą książkę kupić? Moim zdaniem nie, chyba że ktoś potrzebuje „wiccańskiego elementarza” i styl de Angeles akurat mu się podoba (ale nawet w tym przypadku polecałabym raczej jej pierwszą pozycję). Warto za to ją pożyczyć i przeczytać interesujące fragmenty, których kilka jest.

Mamy tam przede wszystkim zestaw czterech opowiadań/mitów związanych ze świętami Zrównań i Przesileń. Tematem tych opowiadań są spotkania współcześnie żyjących młodych mężczyzn z grupą faerie/celtyckich bóstw (Łowca, Czarna Annis, Brighid) i ludzi (Puck, Matt, Willie) podróżujących w naszym świecie pod przykrywką zespołu muzycznego. Akcja wszystkich opowiadań rozgrywa się w mieście lub w jego okolicy, a główny bohater pod koniec opowieści decyduje się dołączyć do grupy. Pierwsze opowiadanie mówi o narodzinach dziecka Łowcy i Puck na nieużywanej stacji metra, drugie o młodym australijskim farmerze próbującym poradzić sobie ze śmiercią matki, trzecie o wygasaniu linii ludzi-Strażników i przemocy wobec pogan, czwarte oniepasującym do rodziny chłopcu posiadającym zdolności paranormalne i dar do bębnienia, który ucieka z domu by mieszkać na ulicy.

Inny rodzynek to załączony w dodatku esej „As the Cup is to Woman…?” („Czym kielich dla kobiecości…?”), w którym autorka opowiada o swojej interpretacji rytuału poświęcenia wina i analizuje symbolikę jego poszczególnych składników (osoba wykonująca, wino, kielich oraz Athame). De Angeles na początku artykułu twierdzi, że „wszystkie” (sic) czarownice odprawiają ten ryt, „rozumiany jako symboliczny akt seksualny świętujący połączenie naszej Bogini z jej Małżonkiem, która to para reprezentowana jest przez uczestników tego rytu.” O dziwo, dodaje zaraz, że wiele czarownic ma przy tym problemy natury moralnej albo po prostu czuje się przy tym fizycznie źle, nie wiedząc nawet czemu. Przedstawiona w artykule alternatywna (a wg. autorki – głębsza) interpretacja ma pomóc przekonać się ludziom z powrotem do tej tradycyjnej praktyki. Wg Ly de Angeles w rytuale poświęcenia wina chodzi o zjednoczenie osoby pijącej wino z życiem, przodkami i bogami oraz uczczenie ciągłości życia. Jej opis symboliki jest zdecydowanie pozbawiony elementów kojarzących się z seksualnością.

Zaciekawiły mnie też (niestety krótkie) opisy tego, jak australijska pogoda, pory roku, flora i fauna komponują się z tradycyjnym cyklem wiccańskich świąt. (Ly de Angeles mieszka w Australii).

Niestety „When I See the Wild God” ma też złe strony. Wspomniałam już, że w zasadzie nie wiadomo co jest jej głównym tematem; gdybym ją kupiła, czułabym się oszukana. Z koncepcji książki dla mężczyzn został krótki rozdział o Bogach/archetypach oraz wyżej wspomniane opowiadania (które są też jedynym miejscem, gdzie pojawia się miasto). Większość rozdziałów przekartkowałam na zasadzie „to już znam, to już było, to też wszędzie można przeczytać”. Wątpliwym atutem jest ponadawanie wszystkiemu nowych, „celtyckich” nazw (np. Deithe znaczy bóstwa, Murias to królestwo żywiołu wody, a Łowca i Mórrigan to Bóg i Bogini). Czasem konsekwencje mieszania terminologii są katastrofalne; w tej książce „prawo trzech” oznacza po prostu, że trójka to magiczna liczba (np. że rany zwykle będą goić się w trzy tygodnie, problemy rozwiązywać trzy miesiące itp), że zaklęcia należy powtarzać trzy razy oraz że ważna jest trójca: niebo, morze i ląd. Po takiej lekturze osoba początkująca będzie mieć problem z odnalezieniem się w powszechnie znanej pogańskiej terminologii.

Od braków treściowych wiele mniej fajne są dość paskudne uprzedzenia autorki, które wyłażą tu i tam. Po pierwsze Ly de Angeles ewidentnie nie lubi ludzi gorzej od siebie wyglądających. W rozdziale zachęcającym do szkolenia siebie fizycznie (w szczególności w sztukach walki) autorka z obrzydzeniem opowiada o widoku rozebranych podczas festiwalu ludzi grubszych, nieopalonych i mniej od niej sprawnych fizycznie. Ludzie mogą być starsi, chorzy albo po prostu zbyt biedni na to, by mieć czas i finanse na zdrowe jedzenie, siłownię i opalanie się; to nie powinno oznaczać, że należy ich wykluczyć z życia publicznego. Ly de Angeles wolała jednak raczej zasugerować, że są to lenie, a następnie ich zdemonizować opisując rytuał „palenia Barbie, mający przebłagać otyłą publiczność”. Błe.

Nieomalże spadłam ze stołka, dowiedziawszy się z załączonego w dodatku D listu o naturze bogów, że monoteizm to zaraza, wirusowa choroba żerująca na ludzkości i pustosząca ten świat. Według de Angeles toczy się wojna między „bogami żyjącej ziemi” a „istotą lub istotami stworzoną przez ten wirus za pomocą wymuszonego nawracania i ponad tysiąca lat prześladowań i prania mózgu”. A jej rola? „Walczę z tą istotą kiedy tylko ją napotkam (jako agentka innych bogów), ma ona głowy gorgon i ukazuje się z twarzą wielu doktryn, a każda z nich zdolna jest do karmienia tej istoty, zwanej przez ludzi bogiem, za pomocą szantażowania ludzi obietnicami.” Czytelnikom nieobeznanych z Wicca należy się wyjaśnienie: pierwszy raz spotykam się z taką postawą. To nie jest pogląd powszechny w tej religi, jedynie prywatne urojenia de Angeles.

I to chyba wszystko. Poniżej przedstawiam spis treści, choć w moim pojęciu nazwy nie dają zbyt wielkiego pojęcia o tym co i w jakiej ilości jest omawiane.

Spis treści

  1. Acknowledgements (Podziękowania)
  2. Preface (Przedmowa)
  3. Introduction (Wstęp)
  4. Part One: A Living Craft (Część pierwsza: żywe rzemiosło)
  5. Witchcraft in a Noisy World (Czarownictwo w hałaśliwym świecie)
  6. Forever and the Song of Earth (Wieczność i pieśń Ziemi)
  7. The Sight (Spojrzenie)
  8. Part Two: The Wheel of the Solar/Earth Year (1) (Część druga: koło słonecznego/ziemskiego roku, 1)
  9. On Death, Life, and Timelessness (O śmierci, życiu i bezczasowości)
  10. The Celtic Cross (Krzyż celtycki)
  11. Wherefore Guards the Dragon! (Dlaczego strzeże smok!)
  12. The Main Tools of a Practicing Witch (Główne narzędzia praktykującej czarownicy)
  13. Part Three: Ritual (Część trzecia: rytuał)
  14. Theory and Practice (Teoria i praktyka)
  15. Notes on the Four Elements (Uwagi o czterech żywiołach)
  16. Part Four: The Faces of God (Część czwarta: twarze boga)
  17. Visualizations and Invocations (Wizualizacje i inwokacje)
  18. Connection and Communication (Połączenie i porozumiewanie się)
  19. Part Five: The Wheel of the Solar/Earth Year (2) (Część piąta: koło słonecznego/ziemskiego roku, 2)
  20. The Rituals of Solstice and Equinox (Rytuały przesileń i zrównań)
  21. The Mórrigan (Mórrigan)
  22. The Union of Goddess and God (Zjednoczenie Bogini i Boga)
  23. The Four Fire Festivals (Cztery Święta Ognia)
  24. Part Six: Attitude and Enchantment (Część szósta: nastawienie i oczarowanie)
  25. No Light Without Darkness (Nie ma światła bez ciemności)
  26. Scholar-Warrior (Naukowiec-Wojownik)
  27. Shapeshifting (Zmiana kształtu)
  28. Keeping Records (Prowadzenie zapisków)
  29. Part Seven: The Law of Three (Część siódma: prawo trzech)
  30. By Earth, by Sky, by Sea (Na ziemię, niebo i morze)
  31. Three Years and Three Days (Trzy lata i trzy dni)
  32. Epilogue (Epilog)
  33. Appendix A: Daily Rites (Dodatek A: codzienne ryty)
  34. Appendix B: As the Cup Is to Woman…? (Dodatek B: czym kielich dla kobiecości…?)
  35. Appendix C: To Ride the Tiger (Dodatek C: jazda na tygrysie)
  36. Appendix D: The Matter of Deity (Dodatek D: sprawa bóstwa)
  37. Glossary of Unusual Terms (Słowniczek)
  38. Recommended Reading (Polecane lektury)
  39. Recommended Web Links (Polecane strony internetowe)

Recenzja „Zostań Boginią” Franceski de Grandis

Recenzja książki

„Zostań Boginią” to praktyczny kurs wprowadzający do „Trzeciej drogi”, wymyślonej przez Franceskę de Grandis ścieżki opartej na Feri Wicca. W zamierzeniu autorki książkę należy przerobić przez około rok (biorąc jedną lekcję na tydzień, jeśli potrzeba przeciągając okres czasu, przy czym lekcji jest piętnaście). Franceska de Grandis ukazuje tam Wicca od zupełnie innej strony niż robił to Cunningham. Jego „Wicca” to w zasadzie katalog opisów propagowanej przez autora odmiany Wicca – obrzędy są takie, etyka jest taka, Bogowie mają atrybuty takie i takie, a teraz rób se z tym co chcesz. Odwrotnie „Zostań Boginią” – jest to przewodnik dla początkującego, praktyczne wprowadzenie, dzięki któremu można zapoznać się z Wicca przez działanie. Autorka doradza od czego zacząć, a każdej porcji teorii towarzyszy praktyczne ćwiczenie.

Trzeba oczywiście pamiętać, że nie jest to kompletny podręcznik do Feri Wicca (ani nawet Trzeciej Drogi), ale kurs wstępny, zaznajamiający z niektórymi podstawowymi technikami i wierzeniami. Brakuje tam zwłaszcza uporządkowanego podejścia pod względem wiedzowym. Dlatego według mnie książkę tę powinno czytać się razem z „Ewolucją czarów” Thorn Coyle. Przydałoby się też jako uzupełnienie coś o Celtach, żeby wiedzieć o czym autorka nie pisze. De Grandis robi bowiem w tej książce straszne zamieszanie, jeśli chodzi o terminologię. Wiele rzeczy które odnosi po prostu do „Wicca” tak naprawdę pojawia się tylko w Feri Wicca. Dużo pisze o Celtach, ale naprawdę niewiele ma z nimi wspólnego. Stąd potrzeba posiadania innych książek do porównania i zrównoważenia.

No tak – powie ktoś – ale Cunninghama też sobie można zacząć powolutku przerabiać, wymyślając własne ćwiczenia lub po prostu praktykując Sabaty i Esbaty, więc po co mi „Zostań Boginią”, co to za różnica, cóż w niej jest takiego czego nie ma u niego? A otóż jednak jest w niej coś więcej. Często zdarza się tak, że ktoś czytając coś o Wicca (np. Cunninghama) wpada w entuzjazm i niewiele myśląc stwierdza – „tak, to jest ścieżka dla mnie!” Kluczowe tutaj jest to „niewiele myśląc”. Zmiana religii to nie tylko zmiana świętego obrazka na ścianie i dat świąt. To także zmiana swojej psychiki, swoich odruchowych reakcji, swojego światopoglądu. To naprawdę poważna sprawa. Religii nie zmienia się w jeden wieczór, tylko dlatego, że się tak postanowiło. De Grandis w tym procesie pomaga, dotykając w swojej książce po kolei wielu dziedzin, podając swoje zdanie na ten temat i zachęcając czytelnika do przemyśleń. „Zostań Boginią” zawiera przy tym także ćwiczenia (również magiczne) pomagające w zmianie siebie.

Z Feri Wicca DeGrandis wyniosła także bardzo słuszną zasadę, że do pewnych rzeczy należy być dobrze przygotowanym. Jest to jedna z niewielu książek eklektycznych, które to podkreślają. Zwykle autorzy mówią po prostu „rób, co chcesz i w jakiej kolejności chcesz”, co jest dla mnie delikatnie mówiąc nieodpowiedzialne. Ponieważ magia to narzędzie niebezpieczne, należy do niej podchodzić ostrożnie. Wszelkie poważniejsze działania magiczne pokazane zostają dopiero w dalszej części książki. Początek to (między innymi) „kurs pozbierania się do kupy”, którego przepracowanie ma na celu lepsze poznanie i zrozumienie siebie a także pozbycie się wewnętrznych problemów i kompleksów. Towarzyszą temu pierwsze informacje na temat bogów i technik magicznych.

Więc tak ogólnie to całkiem niezła książka, nie?

No właśnie nie. Idea leżąca u podstaw książki jest świetna i bardzo potrzebna, ale wykonanie mi się nie podoba.

„Zostań Boginią” jest przeraźliwie amerykańsko-spsychologizowana. Stosowana z umiarem może dać rezultaty wcale niezłe, ale odczytywanie dosłowne może doprowadzić do ignorowania wszelkiej krytyki, bezkrytycyzmu wobec samego siebie i przewrażliwienia emocjonalnego. Nie każdy, na przykład, jest artystą, chociaż prawie każdy może się nauczyć przyzwoicie malować czy pisać. Po długim okresie ćwiczeń. Tymczasem amerykańska sieć zapchana jest tandetnymi wierszydłami czy brzydkimi obrazkami stworzonymi przez ludzi chcących dać upust swoim uczuciom religijnym, którzy nie poświęcili czasu na ćwiczenia, ale nie dopuszczają do siebie możliwości, że tacy z nich, za przeproszeniem, tfurcy, jak z koziej dupy waltornia.

Ja jestem jak najbardziej za rozwijaniem własnego poczucia wartości i doceniania swoich wysiłków. Ale trzeba być w tym realistą, a nie twierdzić, że wszystko co moje jest naj. Bo jak się nie umie zaakceptować tego, że ma się także niedociągnięcia, to się ich stara nie widzieć na zasadzie chowania głowy w piasek. A jak się czegoś nie widzi, to jak to poprawić?

Takie podejście widać po samej autorce. Kiedy de Grandis pisze coś o sobie, często pojawia się „naj” – autorka ma najbardziej mistyczne doświadczenia, największe problemy ze sobą i tak dalej. Z wielkim przekonaniem twierdzi także, że jest świetną poetką, a nauczyciel który jej próbował uświadomić, że jednak nie… no cóż, według niej mylił się. Problem w tym, że według mnie on miał rację. Swoje zdanie opieram na lekturze jej dwóch książki w angielskim oryginale („Zostań Boginią”, czyli „Be a Goddess”, oraz „Goddess Initiation”), a także utworów na jej stronie. Sorry, Winnetou…

Co idzie za powyższym, książka ma posmak typowego podręcznika self-help. Często powtarza się schemat: „Józia X. miała wielki problem, przyszła do mnie, zrobiła to co jej kazałam i pozbyła się problemu. Pomogę i tobie! Wystarczy że…”. Jeszcze w „Zostań Boginią” de Grandis ma jakiś umiar, ale „Goddess Initiation” (teoretycznie druga część „Zostań Boginią”) czyta się jak typowy self-help. Co gorsza, masę zaklęć brzmi dla mnie jakby je układał ktoś nie z tej religii, to znaczy ostatecznie sprowadzają się do próśb do Bogini. Bogini, zmień mnie! Bogini, oczyść mnie! Bogini, uziem mnie! A nie łaska wziąć dupę w troki i zrobić coś samemu? Ostatecznie przecież magia jest właśnie robieniem czegoś samemu, a nie wiecznym żebraniem u bóstw…

No i ostatnia rzecz – tłumaczenie jest beznadziejne, a nawet gorzej. Wygląda to tak, jakby ktoś zupełnie nieznający języka angielskiego wziął automatyczny tłumacz, przepuścił przez niego książkę, nie przeczytawszy oddał to do korekty a stamtąd pchnął od razu do druku. Na pierwszej stronie nie ma bowiem nazwiska tłumacza ani redaktora, a tylko korekta. Książka jest zatem (dzięki korekcie) w większości spójna pod względem gramatycznym, ale jeśli chodzi o sens – niektóre fragmenty przypominają mi dialog „Miodzie, jestem domem!” Tylko że ten ostatni to żart wybitnego skądinąd tłumacza, a humor „Zostań Boginią” jest całkiem niezamierzony.

Kolejną cechą charakterystyczną polskiego tłumaczenia jest to, że jest skierowane do czytelniczki-kobiety, zamiast używać bardziej neutralnego w wydźwięku rodzaju męskiego („jeśli skończyłaś już czytać, weź…” zamiast „jeśli skończyłeś już czytać, weź…”). Prawdopodobnie to Wydawnictwo Astropsychologii uwzględniło tutaj docelowych nabywców książki – ponoć to kobiety są zwykle bardziej zainteresowane ezoteryką i podręcznikami self-help, a już zwłaszcza czarownictwo ma w Polsce renomę „religii tylko dla kobiet”. Oryginał angielski jest natomiast skierowany do obu płci. Nie ma książki „Zostań Bogiem” ani niczego takiego.

Podsumowując – książka zdecydowanie przyda się tym, którzy na razie ograniczeni są tylko do polskich źródeł, pod warunkiem że podejdą do niej ostrożnie, wykazując się dużą dozą zdrowego rozsądku oraz (w przypadku wydania polskiego) pewną ilością samozaparcia. Jednak jeśli ktoś może sprowadzić sobie wydawnictwa zagraniczne, lepsze wprowadzenie praktyczne znajdzie w „Witch Crafting” Phyllis Curott i „Twelve Wild Swans” Starhawk. Żeby lepiej poznać Feri Wicca, lepiej sprowadzić sobie książki twórcy – Victora Andersona – i poczytać sobie strony obecnych członków tradycji, a jeśli chce się kontynuować, poprosić któregoś z nich o szkolenie.

Spis treści

  • Z mojej księgi cieni (dziennik magiczki)
    • Moje doświadczenia z Tradycją Faerie w tym życiu
    • Odnowienie tarożytnej praktyki
    • Duch między światami
  • Przygotowanie do porywającej podróży
    • Co zyskasz, krocząc ścieżką szamanizmu
    • Czego oczekiwać po szamańskiej podróży
    • Jak posługiwać się tą książką
    • Dyscyplina szamańska i samozniszczenie
    • Dla zaawansowanych
  • Lekcja pierwszego tygodnia – Starzy Bogowie błogosławią nas we wszystkim, co robimy
    • Błogosławieństwo dla twojej pracy
    • Miłość to dziedzina nauki, nauka jest mistyczna
    • Zdrowa kapłanka naprawi wszystko wokół
  • Lekcja drugiego tygodnia – Kochaj swoje ciało i zachowaj czystość ducha
    • Kojące światło miłości
    • Wielka Matka daje życie i śmierć
    • Księga cieni
    • Proces zmian
  • Lekcja trzeciego tygodnia – Być prawdziwym człowiekiem to być prawdziwym bogiem
    • Bóg życia
    • Lekcje mityczne
    • Nieskończone oczyszczanie
    • Proces zmian
  • Lekcja czwartego tygodnia – Ołtarz jest miejscem mocy
    • Ołtarz celtycki
    • Budowanie celtyckiego ołarza
    • Nasze wnętrze jako ołtarz
    • Trochę więcej o celtyckim ołtarzu w codziennym życiu
  • Lekcja piątego tygodnia – Dziecko tańczące w deszczu
    • Przedrytualne oczyszczenie
    • Prymitywna duchowość, poezja i moc
    • Melektaus i jego upadek z niebios
    • Szamańskie bezpieczeństwo
  • Lekcja szóstego tygodnia – Dary Wielkiej Matki: przyjemność, władza, czystość, wideo i wszystko, co nam potrzebne
    • Magiczna kąpiel: dla zwykłej pogańskiej przyjemności kąpania się
    • Matka ma wszelką moc i postacie w sobie
    • Prawdziwa duchowość jest ludzka i praktyczna
    • Jeszcze więcej czystości
  • Lekcja siódmego tygodnia – Szukanie niewyczerpanych źródeł mocy
    • Pozyskanie większej mocy
    • Rytuał Wdychania Mocy
    • Magia jest poezją: poezja jest magią
    • Trochę więcej na temat magicznego pamiętnika
    • I więcej na temat mocy
  • Lekcja ósmego tygodnia – Być całością
    • Anatomia psychiki trzech dusz
    • Modlitwa Ha
    • Magia dla domu
  • Lekcja dziewiątego tygodnia – Duma i seks są święte
    • Wiedźma szuka dumy
    • Seks
    • Mówimy Bogom: Dziękuję
  • Lekcja dziesiątego tygodnia – Nie bądź samotna
    • Jesteśmy częścią Ziemi
    • Magiczna Formuła w zarysie, z dodatkowymi instrukcjami
    • Akceptacja samej siebie
    • Rozmowa z Bogiem
    • Miejscowe prace oczyszczające
    • Więcej o postaciach Bogini
  • Lekcja jedenastego tygodnia – Wicca – jej etyka i prawa
    • Psychiczna fizyczność
    • Serce ciemności
  • Lekcja dwunastego tygodnia – Zdrowy duch oznacza podążanie ku dobrym stronom życia
    • Rzucanie zaklęć o dobre strony życia
    • Techniki wizualizacji
    • Wybór twojego magicznego celu
    • Zaklęcie Samo w Sobie
  • Lekcja trzynastego tygodnia – Czary miłości
    • Zaklęcie Miłosne
  • Lekcja czternastego tygodnia – Dokądkolwiek pójdziesz, tam znajdziesz moc
    • Wiedźma zawsze kontroluje sytuację
    • Kiedy, jak i dlaczego używać Magicznej Formuły
    • Jak stworzyć własne rytuały
    • W prostocie jest moc
    • Rytuał nierytualny
    • Każda chwila niesie unikalną magię do twojej dyspozycji
    • Służenie kosmosowi i utrzymywanie gwiazd na niebie
    • Zakończenie tego etapu na twojej drodze do szamanizmu
  • Lekcja piętnastego tygodnia – Wesołe spotkanie i wesołe pożegnanie
    • Dalej drogą do Faerie
    • Wesołe spotkanie i wesołe pożegnanie
  • Dodatek 1. Świadectwo ukończenia
  • Podziękowania

Recenzja „Witchcraft for Tomorrow” Doreen Valiente

Recenzja książki

„Witchcraft for Tomorrow” była pierwszą książką Doreen Valiente na którą się natknęłam. Zabrałam się za nią z dużym zainteresowaniem z powodu autorki (jedna z pierwszych arcykapłanek Gardnera, której wkład w Księgi Cieni jest znaczny) oraz dlatego, że widziałam ją często polecaną jako dobry „podręcznik startowy”. „Witchcraft for Tomorrow” z jednej strony nieco mnie rozczarowało, a z drugiej pozytywnie zaskoczyło.

Sam wstęp daje pojęcie o tym, jak wygląda książka. Doreen zaczyna od przedstawienia koncepcji Ery Wodnika, zwracając uwagę na planety władające tym znakiem – Saturna (patronującego rzeczom trwałym, mającym głębokie korzenie w przeszłości) i Urana (który przynosi rewolucję, patronując rzeczom nowym i dziwnym). Odrodzenie czarownictwa, pisze Valiente, jest jedną z oznak wkraczania w nową erę. Następnie autorka opowiada w skrócie, jak to odrodzenie się rozpoczęło. Pisze o Gardnerze, dementuje śmieszną pogłoskę głoszącą jakoby Crowley napisał dla Gardnera Księgę Cieni, a następnie szeroko omawia temat George’a Pickingilla, który w latach 70tych był odkryciem świeżym i obiecującym. Na zakończenie dowiadujemy się, że Valiente napisała „Witchcraft for Tomorrow”, ponieważ miała wyżej uszu wykorzystywania ludzi pragnących poznać czarownictwo przez oszustów wszelakiej maści oraz publikowania materiałów (często przez nią napisanych) w formie przekręconej. Za pomocą książki pragnie więc umożliwić praktykę czarownictwa wszystkim, którzy chcą czcić Dawnych Bogów i uprawiać magię.

To wszystko znajduje się w jednym rozdziale. Jak widać, Valiente potrafi skakać od tematu do tematu, łącząc ze sobą czasem dość odległe rzeczy. Dzięki temu jej książka przypomina swobodną konwersację. „Witchcraft for Tomorrow” dobrze się czyta, aczkolwiek trzeba robić to z ołówkiem w ręku, wynotowując lub podkreślając najciekawsze rzeczy. Tytuł mówi nam o głównym wątku przewodnim rozdziału, od którego się zaczynają i którego się trzymają dalsze skojarzenia. Tekst jako taki wywołał u mnie uczucie niedosytu – poruszone jest wiele tematów, a dogłębnie omówiony właściwie żaden. Gdybym była na początku drogi, książka ta zachęciłaby mnie do poszerzania wiadomości w wielu dziedzinach. Pomaga w tym zajmująca pięć stron bibliografia zakończona krótkim opisem pozycji z punktu widzenia autorki najbardziej wartościowych.

„Witchcraft for Tomorrow” jest również ciekawa z powodów historycznych (choć oczywiście do pięt nie sięga „The Rebirth of Witchcraft”). Ponieważ był to jeden z pierwszych „podręczników”, stał się źródłem wielu informacji krążących wśród Eklektyków (np. „Witches Creed” – „wyznania wiary czarownic”). Ponadto Valiente zawarła w niej nieco anegdot i wspomnień związanych z Gardnerem oraz własne spostrzeżenia dotyczące praktyk czarownic z tamtego okresu. Ponadto okres, w którym powstała ta książka, odcisnął na niej swoje piętno. Mamy więc Nową Erę, linie ley, odniesienia do elementów wschodnich religii i systemów rozwoju duchowego, a szczególnie jogi i tantry. Dodatkowo tu i ówdzie znajdują się odniesienia do Junga – reprezentanta nauki, którego teorie dotyczące psychologii uprawomocniają w oczach współczesnych niedowiarków wiele elementów religijnych.

To osadzenie w minionej już do pewnego stopnia epoce jest zaletą z punktu widzenia historyka, ale wadą, jeśli książkę chce wykorzystać początkujący. Pewne teorie w niej przedstawione obecnie są już przestarzałe i nie zawsze powszechnie akceptowane. Taka Era Wodnika, na przykład, nie jest elementem Wicca ani czarownictwa. Albo inny kwiatek. W pierwszym rozdziale można przeczytać, że bóstwami czarownic jest Rogaty Bóg i Bogini Księżyca, a następnie znajdujemy długą wyliczanka bogów przedstawianych z rogami z różnych kultur. Kończy się ona podsumowaniem: wszystkie bóstwa są jedynie wariacjami na temat dwóch najbardziej prymitywnych, których obrazy są zakodowane w każdej ludzkiej psychice (tu odwołanie do Junga i archetypów). Są to te same bóstwa, które przedstawiali ludzie jaskiniowi. Właśnie tą boską parę czczą czarownice! Legenda jest to piękna, ale logika żadna.

Miłą odmianą od powszechnie panującej w większości książek o czarownictwie i Wicca poprawności politycznej mającej kultywować dobre PR jest rozdział o magii seksu. Valiente omawia ten temat spokojnie i bez wywoływania sensacji. W innych miejscach, co prawda, odbija jej się New Agem; w utworze recytowanym podczas Esbatu odwołuje się do „Dawnych Bogów życia, miłości i światła”, a w rytuale autoinicjacji pobrzmiewają mi echa afirmacji podnoszących poczucie własnej wartości („Jestem unikalny. Nie ma nikogo innego takiego jak ja. (..) Mam prawo być tym, kim jestem.”).

Skoro już napisałam trochę o zawartości rytuałów, to przejdźmy do samej Liber Umbrarum. Zawiera ona zestaw podstawowych, prostych rytuałów dla osoby praktykującej samotnie (poświęcenie siebie, poświęcenie narzędzi, zakreslenie kręgu, obrzęd esbatu, obrzęd sabatu). Są tam również pewne podstawy przydatne przy zakładaniu własnego kowenu, ale nie jestem przekonana, że jest to zestaw wystarczający (bo o prowadzeniu kowenu można napisać całą osobną książkę i zresztą są już takie pozycje). Rytuały są (według mnie) działające, a zatem przydatne. Odstrasza mnie tylko treść autoinicjacji/poświęcenia.

Podsumowując, co to za książka i komu się przyda? Według mnie pierwsza jej część ma obecnie największą wartość jako dokument historyczny. Napisano już lepsze wprowadzenia dotyczące narzędzi, etyki, bóstw, świąt i tak dalej. Liber Umbrarum natomiast jest wciąż aktualna i nadaje się dla ludzi, którzy chcą zaczynać od rytuałów nieskomplikowanych, a następnie rozbudowywać je według własnego uznania. Dawniej mogła to być naprawdę dobra książka wprowadzająca. „Witchcraft for Tomorrow” nie udaje kompletnego podręcznika, zachęcając tym samym czytelnika do dalszego zdobywania wiedzy, ale jednocześnie daje podstawy praktyczne.

Spis treści

  1. Introduction (Wstęp)
  2. The Old Gods (Dawni Bogowie)
  3. Witch Ethics (Etyka czarownic)
  4. Witch Festivals (Święta czarownic)
  5. Witch Signs and Symbols (Znaki i symbole czarownic)
  6. The Magic Circle (Magiczny krąg)
  7. Witch Tools (Narzędzia czarownic)
  8. Methods of Witch Divination (Metody wróżenia stosowane przez czarownice)
  9. Witches’ Attire (Strój czarownic)
  10. The Witches’ Alphabets (Alfabety czarownic)
  11. The Working Site (Miejsce praktyk)
  12. Witchcraft and Sex Magic (Czarownictwo i magia seksu)
  13. Liber Umbrarum – A Book of Shadows (Księga Cieni)
    • Casting the Circle (Zakreślanie kręgu)
    • The Rite of Self-Initiation (Rytuał autoinicjacji)
    • The Rite of Consecration (Rytuał poświęcenia)
    • The Full Moon Esbat Rite (Rytuał Esbatu pełni księżyca)
    • The Sabbat Rite (Rytuał Sabatu)
    • Initiation into the Coven (Inicjacja do kowenu)
    • The Coven Spell (Zaklęcie kowenu)
    • The Seven-Pointed Star (Gwiazda siedmioramienna)
    • The Runes of Andred (Runy Andred)
    • The Spell of the Cord (Zaklęcie sznura)
    • Invocation of the Moon Goddess (Inwokacja Bogini Księżyca)
    • Invocation of the Horned God (Inwokacja Rogatego Boga)
    • Chants and Dances (Pieśni i tańce)
  14. Bibliography (Bibliografia)
  15. Index (Indeks)

Recenzja „Eight Sabbats for Witches” Janet i Stewarta Farrar

Recenzja książki

Na początku zastrzeżenie: „Eight Sabbats for Witches” posiadam nie jako osobny tom, tylko w postaci pierwszej części „A Witches’ Bible” (tak się złożyło, że Farrarowie najpierw wydali dwie rzeczy osobno, a potem je złożyli w jedno).

Książka ta została napisana, by uzupełnić miejsca, w których według Farrarów w odziedziczonych przez nich materiałach były braki. Zawiera zestaw ośmiu rytuałów Sabatów oraz dodatkowe trzy rytuały dotyczące ważnych wydarzeń społecznych: błogosławienie nowonarodzonego dziecka, ślub oraz pożegnanie, odprawiane po czyjejś śmierci.

Pierwsze trzy rozdziały to opis rytu otwierającego (zakreślenia kręgu, przyzwania strażników kierunków), Wielkiego Rytu oraz rytu zamykającego (pożegnania strażników, rozwiązania kręgu). Ciężko powiedzieć, czy są to rzeczy tradycyjne, czy utworzone przez Farrarów, ponieważ przyznają się oni w paru miejscach do dodawania własnych wynalazków.

Dalszą część książki stanowi omówienie Sabatów. Każdy rozdział składa się z długiego wprowadzenia opisującego zwyczaje ludowe, które autorzy łączą z danym świętem, oraz opisu rytuału. Czytając tę część miałam wrażenie, że autorzy nie przepadają za wizją przemian rocznych odziedziczonych po swojej tradycji albo w ogóle jej nie posiadają, natomiast spodobały im się dwie książki: „Biała Bogini” Gravesa oraz „Złota Gałąź” Frazera. Za nic nie mogli się zdecydować, który system sobie przystosować – Boga Dębu i Boga Ostrokrzewu wiecznie rywalizujących o względy Bogini (Graves), czy też bardziej znany cykl Boga Słońca-Wegetacji, który rokrocznie rodzi się i umiera (Frazer) – więc spróbowali do swoich rytuałów wcisnąć oba, taki system wash and go, dwa w jednym. Wyszło im to w mojej opinii średnio. Po prostu jest to niespójne.

Łamańce i skoki myślowe które można znaleźć w opracowaniach folkloru dotyczących kolejnych świąt pokazują wyraźnie, że sklejane są dwie niepasujące siebie do rzeczy. Ba, żeby tylko dwie. Patrząc na sposób doboru materiału, książkę można z czystym sumieniem zakwalifikować jako podręcznikowy przykład eklektyzmu. Wszystkie Boginie to dla nich jedna (oczywiście wiccańska) Bogini, wszyscy Bogowie to jeden Bóg (a w ogóle Jung tryska z tej książki na każdym kroku, wszystko jest posegregowane w ładne pary męsko-damskie, nawet rytuał błogosławienia dziecka jest osobny dla dziewczynki, a osobny dla chłopczyka).

Zwyczaje związane ze świętami, które obchodzono w terminach zbliżonych do Sabatów traktowane są jak resztki pierwotnych obrzędów Sabatów. Autorzy we wstępie zastrzegają się, że starali się na podstawie tych resztek wzorzec odtworzyć, a nie narzucać, ale kiedy coś nie pasuje, wyjaśniają, że to chrześcijaństwo na pewno poprzekręcało tradycję i robią po swojemu (np. koronę świec podczas Imbolg nosi Bogini-Matka, a nie młoda dziewczynka). W innych miejscach Farrarowie dziwią się, czemu w odziedziczonej przez nich Księdze Cieni nie uwzględniono pewnych rzeczy tak przecież popularnych w folklorze, więc je sobie dodają, gdzie im pasuje (przykład: walka Króla Dębu i Ostrokrzewu wciśnięta w Yule, które oryginalnie było świętem narodzin Boga). Jako że Wicca to jednak nie jest praprzodek wszystkich przedchrześcijańskich religii pogańskich, to nie dziwię się, że im taka naciągana rekonstrukcja nie działa i zgrzyta.

Obrzędy błogosławienia nowonarodzonego dziecka, zawarcia małżeństwa i pożegnania zmarłego, w całości utworzone przez Farrarów i ich kowen, są całkiem przyzwoite. Jest jednak, jak sądzę, powód, dla których nie było ich w odziedziczonej Księdze Cieni. Po prostu nie są one częścią misteriów. Wicca Tradycyjna nie jest religią społeczną (nastawioną na służenie ludziom) i tym się różni od chrześcijaństwa czy też różnych nurtów neopogańskich. Tym różnią się też Wiccanie będący kapłanami swoich bóstw od księży, pasterzy swoich wiernych. Na co innego kładzie się nacisk. Ale wróćmy do recenzji. Omówię te obrzędy trochę szerzej, bo są mniej znane niż Sabaty.

W opisie rytuału Wiccaning od samego początku podkreśla się, że jest to błogosławieństwo dziecka, a nie przyrzeczenie go danej ścieżce. Celem obrzędu jest poproszenie Bóstw o roztoczenie opieki nad dzieckiem do momentu, w którym będzie ono samo mogło zadecydować o swojej ścieżce. Otrzymuje ono swoje „zwykłe” i „tajne” imię (to drugie ma być dla dziecka odpowiednikiem rytualnego imienia używanego w kręgu przez rodziców), oraz rodziców „chrzestnych”, którzy zobowiązują się pomagać rodzicom dziecka przy jego wychowywaniu oraz wspierać je, doradzać i ogólnie kochać jak swoje własne.

Obrzęd zaślubin, nazwany tutaj złączeniem rąk (Handfasting), zawiera pobłogosławienie związku przez cztery żywioły i ich cechy, wezwanie Wielkiej Bogini pod imionami Afrodyty i Izydy oraz identyfikacja jej z panną młodą, która następnie wygłasza formułę zaślubin. Pan młody robi to samo, po czym oboje przeskakują przez miotłę i odprawiają Wielki Ryt. Formuła zaślubin ma dwie „opcje”: można dodać przysięgę, że nawet po śmierci małżonkowie nie zostaną rozdzieleni, a w kolejnym wcieleniu znowu się spotkają i pokochają. O zastrzeżeniach na wypadek rozwodu nie pomyślano (bywają obrzędy z przysięgą „dopóki będziemy się wzajemnie kochać”).

Requiem, czyli rytuał pożegnania, odwołuje się do wizerunku Bogini, która jest jednocześnie Matką Ciemną (panią śmierci) i Jasną (dającą nowe życie), oraz do motywu srebrnego sznura, który ma łączyć duszę z ciałem. W obrzędzie wykorzystany został cytat z Biblii, w którym zmieniono słowo Bóg na Bogini. Jego drugą część stanowi odegranie mitu Zstąpienia Bogini. „Eight Sabbats for Witches” kończy się razem z rytuałem pożegnania.

Kilka słów o zdecydowanie negatywnej stronie książki. Nie podobają mi się sugestie dotyczące przygotowywania narzędzi i rekwizytów do rytuałów mające się nijak do religii rozwijającej więź z naturą. Na przykład zielone liście dębu w porze Yule nie są dostępne. Farrarowie uznali jednak, że to właśnie wtedy powinna odbyć się walka Króla Dębu i Króla Ostrokrzewu, w której oboje mają nosić korony z liści. Proponują więc liście dębu zebrać wcześniej, zasuszyć i polakierować. Ja tak sobie myślę, że jeśli liście dębu są w środku zimy niedostępne, to najlepszy dowód na to, że Króla Dębu wtedy nie ma na świecie albo przynajmniej nie jest Królem… Innym podobnym „kwiatkiem” jest propozycja, aby koronę świec zastąpić metalową konstrukcją z żaróweczkami i ukrytą bateryjką. Co będzie następne, poperfumowana olejkiem sosnowym sztuczna choinka, bo prawdziwa gubi igły i przez to ciężko sprzątać dom?

Ponadto podczas lektury potrzebne jest albo zamiłowanie do Junga albo wyjątkowa odporność na nachalne wtykanie jego teorii jako prawdy naukowo dowiedzionej albo wręcz objawionej. Farrarowie mają fioła na jego punkcie; szczególnie przypadło im do gustu dzielenie cech osobowości na męskie i żeńskie, równanie Bogini z tymi żeńskimi a Boga z tymi męskimi (w inwokacjach Bogini jest zawsze wzywana jako łagodna a Bóg jako potężny) i następnie przenoszenie tego na rzeczywiste kobiety i mężczyzn; niby coś w drugiej książce wspominają o równoważeniu osobowości, ale zawsze kobiety muszą być przede wszystkim kobiece, a mężczyźni przede wszystkim męscy. Tak jakby kobiety nigdy nie bywały na starcie potężne a mężczyźni łagodni… (Jak widać, ja wyjątkowej odporności na Junga nie mam i nie trawię starych, fałszywych stereotypów podnoszonych do rangi naukowej; może kiedyś to było jako model przydatne, ale teraz już nie).

Podsumujmy. Do czego i komu może się przydać „Eight Sabbats for Witches”? Przede wszystkim jest to klasyka, a zatem lektura obowiązkowa. Pomaga zrozumieć, dlaczego z Sabatami związane są takie a nie inne zwyczaje i interpretacje. Na „A Witches’ Bible” opierało się wiele kowenów eklektycznych (a zapewne i niektóre tradycyjne), co wywarło wpływ na folklor Wiccan Eklektycznych. Dlatego każdy powinien ją przeczytać ze względów historycznych.

Tu i ówdzie znajdują się uwagi Farrarów w stylu „Wiccanie uważają, że…” albo „Tradycyjnym sposobem wykonywania X jest…”. Jeśli interesuje kogoś poszukiwanie informacji o Wicca takim, jakie było we wczesnym okresie, „A Witches’ Bible” stanowi jedno ze źródeł. Trzeba jednak dobrze się zastanawiać, czy coś, co Farrarowie prezentują jako tradycyjne, nie jest przypadkiem ich prywatną reinterpretacją tradycyjnego przekazu.

Książkę tą wykorzystają w praktyce neopoganie, którym nie wystarczają skromne opisy Cunninghama, Bucklanda czy Starhawk i którzy chcieliby odnosić się do tradycji ludowych z różnych religii a tym samym zdobyć poczucie posiadania namiastki korzeni. „Eight Sabbats for Witches” to zbiór materiałów starannie wybranych (i czasem przekręconych, dlatego proponowałabym nie traktować tej książki jako pracy naukowej) tak, by pasowały do wzorca ośmiu Sabatów. Nie do każdego może przemawiać struktura rytualnego roku typu wash and go, trzech Bogów w jednym, ale zawsze można wybrać sobie z obszernych wstępów do rytuałów motywy, które kogoś zainteresują a następnie włączyć je do swoich rytuałów. Nawiasem mówiąc, ta książka stanowi doskonały zbiór przykładów rytuałów przydatnych właśnie przy tworzeniu własnych skryptów.

Spis treści

  1. Acknowledgements (Podziękowania)
  2. Introduction (Wstęp)
  3. The Frame (Szkielet)
  4. The Opening Ritual (Ryt otwierający)
  5. The Great Rite (Wielki Ryt)
  6. The Closing Ritual (Ryt zamknięcia)
  7. The Sabbats (Sabaty)
  8. Imbolg, 2nd February (Imbolg, 2 luty)
  9. Spring Equinox, 21st March (Zrównanie wiosenne, 21 marzec)
  10. Bealtaine, 30th April (Bealtaine, 30 kwiecień)
  11. Midsummer, 22nd June (Najkrótsza noc, 22 czerwiec)
  12. Lughnasadh, 31st July (Lughnasadh, 31 lipiec)
  13. Autumn Equinox, 21st September (Zrównanie jesienne, 21 wrzesień)
  14. Samhain, 31st October (Samhain, 31 październik)
  15. Yule, 22nd December (Yule, 22 grudzień)
  16. Birth, Marriage and Death (Narodziny, małżeństwo i śmierć)
  17. Wiccaning (Poświęcenie dziecka)
  18. Handfasting (Złączenie rąk)
  19. Requiem
  20. Bibliography (Bibliografia)
  21. Index (Indeks)

Recenzja „The Heart of Wicca” Ellen Cannon Reed

Recenzja książki

Pełen tytuł tej książki brzmi: „The Heart of Wicca. Wise Words from a Crone on the Path” („Serce Wicca. Mądre słowa Staruchy na tejże ścieżce.”) Z czystym sumieniem można powiedzieć, że jest to podsumowanie całej zawartości. Polecam każdemu!

Reed napisała tę książkę, aby pokazać, że istnieje coś więcej, niż pop-Wicca tak często spotykane w księgarniach. Udało jej się. Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów (około 150 stron formatu prawie zeszytowego) „The Heart of Wicca” jest zdecydowanie warta swojej ceny. Stanowi ona doskonały materiał do przemyśleń dla każdego, a szczególnie dla ludzi, którzy do tej pory mieli styczność jedynie z Cunninghamem czy Silver RavenWolf. Jest ona bowiem tym „kolejnym krokiem naprzód”. Jeśli Cunningham to elementarz, Reed stanowi liceum.

Nie ma tutaj przepisów na kadzidła, formułek zakreślania kręgu ani też gotowych modlitw. Znajdziesz tu za to dwanaście esejów poruszających tematy rzadko wspominane przez popularnych artykułów „podręczników Wicca” i odpowiadających raczej na pytania „dlaczego?” niż „jak to zrobić?”. Krótkie, acz treściwe, dają do myślenia i pogłębiają zrozumienie tematów takich jak: nauka w kowenie i u nauczyciela, tradycja, Porada, Prawo Trzech i karma w kontekście Wicca, Sabaty i znaczenie łączącego je mitu.

Materiał przedstawiony jest w sposób nieco poszarpany. Zmusza to czytelnika do dłuższej pracy z książką, kilkukrotnego przeczytania rozdziału, cofania się i porównywania, przemyślenia treści, spisywania notatek i własnych reakcji. To mi się podoba, gdyż uważam, że dzięki temu można z książki wynieść więcej, niż gdyby była napisana w stylu „kawę na ławę”. Może to natomiast sprawić nieco kłopotu badaczom, którzy chcieliby po prostu znaleźć gdzieś podsumowanie i skrót.

Eseje napisane są stylem potocznym i serdecznym. Niektóre zawierają artykuły napisane przez innych a skomentowane przez Reed. Rzeczywiście są to „słowa starszej” na tej samej ścieżce. Czasem mają postać delikatnych wskazówek, czasem cierpliwego tłumaczenia, a innym razem wyrazów poirytowania brakiem szacunku dla czegoś, co dla Reed jest cenne i drogie (np. w rozdziale o Bogach, gdzie zżyma się na traktowanie ich jak bezosobowe narzędzia).

Dzięki temu książkę tę czyta się przyjemnie, po prostu nie jest sucha. Jednak emocjonalny sposób przedstawienia może wywoływać instynktowne poirytowanie w przypadku, gdy Reed przyjmuje zdecydowaną postawę w kwestii dla kogoś prywatnie drażliwej – stąd negatywne komentarze w księgarni amazon. (Drugim, małym problemem jest to, że sama autorka wpada w pewnym momencie w pułapkę ruchów pop-religijnych: nadużywa pojęcia „szamanizm” i określa za jego pomocą samodzielną pracę nad sobą.)

O jakie drażliwe kwestie chodzi? Tradycje, o których Reed opowiada w „The Heart of Wicca”, są Eklektyczne. Jednak można mieć wrażenie, że pisze ona ze stanowiska Tradycyjnych (a niektórym bardzo eklektycznym Wiccanom bardzo to przeszkadza). Skąd to wrażenie? Otóż Reed stanowczo sprzeciwia się postawie „Wicca to wszystko, co tak zechcesz nazwać” i ustala pewne granice, mówi też o potrzebie standardów. Ponadto podkreśla i opisuje wartość grupy, nauczycieli, stałego zestawu praktyk (tradycji), spójnej symboliki i stałych Bóstw.

I dobrze. Czas, żeby ktoś wreszcie powiedział wprost, że Wicca to nie jest ani cokolwiek sobie wymyślisz, ani new-age’owa papka. Czas, żeby ktoś pokazał, że Wicca, również Eklektyczne i samotne, można głębiej, sensowniej i z uczuciem. A Reed to robi, na dodatek z talentem.

Spis treści

  • Introduction (Wstęp)
  • Chapter 1: What Is Wicca? (Rozdział 1: co to jest Wicca?)
  • Chapter 2: Tradition (Rozdział 2: tradycja)
  • Chapter 3: Covens and Coven Leadership (Rozdział 3: koweny i przewodzenie kowenowi)
  • Chapter 4: Training and Study (Rozdział 4: ćwiczenie i nauka)
  • Chapter 5: Initiation (Rozdział 5: inicjacja)
  • Chapter 6: Symbology (Rozdział 6: symbolika)
  • Chapter 7: Deities (Rozdział 7: Bóstwa)
  • Chapter 8: The Sabbats (Rozdział 8: Sabaty)
  • Chapter 9: Shamanism (Rozdział 9: szamanizm)
  • Chapter 10: Magic (Rozdział 10: magia)
  • Chapter 11: The Rede, Karma, and the Law of Three (Rozdział 11: Porada, karma i prawo trójpowrotu)
  • Chapter 12: Your Own Quest (Rozdział 12: twoje własne poszukiwanie)
  • To Preservers of the Path (Do podtrzymujących zwyczaje [dosł. ścieżkę])
  • Wicca on the Web (Wicca na sieci)
  • Recommended Reading (polecane lektury)
  • Index (indeks)
  • About the Author (o autorce)

Recenzja „Wicca” Scotta Cunninghama

Recenzja książki

Pełen jej tytuł brzmi „Wicca. Przewodnik dla osób indywidualnie praktykujących magię”.

Całą książkę dobrze się czyta. Można przez nią przejść nawet w jeden wieczór. Autor podjął próbę zorganizowania całego materiału w sposób czytelny i logiczny, co jednak nie do końca mu się udało. Osobiście przydawało mi się podkreślanie fragmentów zdań i robienie notatek na marginesach, aby wyłuskać z tekstu najważniejsze informacje, ponieważ „potoczystość” zdań powoduje przeskakiwanie nad tymi informacjami.

Pod względem informacji o Wicca jako takim książka jest na poziomie elementarza nastawionego przede wszystkim na aktywne wprowadzenie czytelnika w tą religię (zrozumienie przez działanie). W przedmowie sam Cunningham uprzedza czytelnika, że Wicca jest „zróżnicowane i wieloaspektowe”, a w swojej książce zamierza przedstawić jedynie swoje zrozumienie tej religii oraz system rytuałów i powiązań opracowany całkowicie przez siebie. Muszę powiedzieć, że rytuały te są proste i spójne, co ułatwia stosowanie ich przez nowicjusza.

Autor często popada w drobiazgowość i dostarcza przepisu na wszystko. Jest tam mnóstwo zupełnie pobocznych (według mnie) szczegółów, np. co znaczą dane kolory szat, jakich ziół należy używać do poświęcenia czego. Osobie zupełnie początkującej, zagubionej i niepewnej, która boi się popełnić błędu, bardzo się to przyda. Może ona od razu zacząć używać rytuałów, stopniowo rozwijając pewność siebie i zrozumienie całej symboliki.

Ma to jednak również swoje złe skutki. W Wicca niektóre szczegóły rzeczywiście są bardzo istotne, ale inne nie. Tymczasem Cunningham zupełnie nie pomaga w wyrobieniu wyczucia, co jest ważne. Niektórzy czytelnicy popadają więc w ekstrema i albo niewolniczo, bezmyślnie naśladują wszystko, co w książce (postawa odziedziczona po religii dominującej), albo usuwają to co im nie pasuje i dodają to co im się podoba, bez zrozumienia istoty Wicca i dbania o spójność tworzonego systemu.

„Wicca: przewodnik…” zawiera również mnóstwo uproszczeń (wymuszonych zresztą brakiem miejsca – nie da się wszystkich aspektów tej religii opisać wystarczająco dokładnie w jednej książce) i mitów podanych jako prawda historyczna. Wymaga zatem uzupełnień i poprawek. Nie może ona pozostać czyjąś jedyną lekturą na temat Wicca i absolutnie nie należy do niej podchodzić jako do nieomylnej i podającej fakty dotyczące całości tej religii.

Najgorzej jest z historią Wicca. W tej dziedzinie książka ma rażące braki, a czasem autor celowo wprowadza czytelnika w błąd. Dobre remedium stanowi tutaj „Krótka historia czarownictwa” Jeffreya Russela. Teologia, filozofia, magia i tworzenie rytuałów – te wszystkie dziedziny są opisane dość pobieżnie, wystarczająco jak na wstęp, ale na dłuższą metę zbyt płytko. Trzeba też pamiętac, że książka ta nie jest biblią Wicca i że np. święta obchodzi się na różne sposoby, dostosowując rytuały do prywatnej mitologii i możliwości.

Jeśli chodzi o tłumaczenie, jest ono naprawdę niezłe, ale miejscami nieco kuleje (np. rymowanki, które przede wszystkim powinny mieć rym i rytm, i często bywają układane od nowa przez każdego wyznawcę z nieco inną treścią, zostały zamiast tego przetłumaczone dosłownie, co wskazuje na niezrozumienie ich celu). Brak również przypisów od tłumaczki wyjaśniających, skąd wzięło się takie, a nie inne użycie słowa. Prawdopodobnie wiedziała ona o rzeczach związanych z nowymi ruchami religijnymi i New Age w ogóle, a z Wicca w szczególności, niewiele lub prawie nic. Stąd biorą się kwiatki typu „szyszki kadzidła” (zamiast stożki kadzidła), brak wyjaśnienia różnic użycia między „witch” i „warlock” (wśród angielskich Wiccan tradycyjnie „witch” oznacza Wiccanina dowolnej płci a „warlock” zdrajcę dowolnej płci) a ich polskimi tłumaczeniami „czarownica” i „czarownik” oraz inne.

Podsumowując: książka nadaje się (z pewnymi zastrzeżeniami) dla osoby, która już zdecydowała się poznać Wicca w praktyce i właśnie zaczyna, a podobają jej się rytuały Cunninghama. Jeśli jej się nie podobają… no cóż, po angielsku jest mnóstwo takich praktycznych wprowadzeń, po polsku (jak na razie) tylko to jedno. Natomiast ludzie, którzy chcą zorientować się w całości zjawiska Wicca (a nie tylko odmianie Cunninghamowskiej), nie powinni korzystać z tej książki. Niestety, jak dotąd w Polsce nie wydano jeszcze dobrych opracowań ogólnych.

Osobiście mam ochotę spisać do niej komentarz z uwagami i poprawkami (na przykład: Wicca nie ma prawie nic wspólnego z szamanizmem; istnieje pierwotna forma Wicca; różdżka reprezentuje żywioł powietrza lub ognia, w zależności od tradycji), ale mam nadzieję, że już niedługo wyjdzie w Polsce tyle porządnych książek o Wicca, że nie będzie to potrzebne :)

Ciekawostka – istnieje „Living Wicca”, książka tego samego autora pomyślana jako druga część i rozszerzenie „Wicca: przewodnika…”; niestety nie wydano jej po polsku. Omawia ona tematy takie jak: w jaki sposób poznawać Wicca (kilka słów na temat krytycznego czytania), co z odprawianiem rytuałów w niesprzyjających warunkach (człowiek chory czy w podróży, a tu nadchodzi święto), kontakt z Bogami przy użyciu tradycyjnych sposobów modlitwy i ofiary, wreszcie układanie własnej tradycji.

Spis treści

  • Przedmowa
  • Wprowadzenie
  • Część I: Teoria
  • Wicca i szamanizm
  • Bóstwa
  • Magia
  • Narzędzia
  • Muzyka, taniec i gesty
  • Rytuał i przygotowanie do rytuału
  • Magiczny krąg i ołtarz
  • Dni mocy
  • Spirala odradzania się
  • Wokół inicjacji
  • Część II: Praktyka
  • Ćwiczenia i techniki magiczne
  • Samoofiarowanie
  • Przebieg rytuału
  • Część III: Księga cieni stojących kamieni
  • Wprowadzenie
  • Przesłanie do Światłego Człowieka
  • Sezonowe Święta
  • Rytualne gesty
  • Przepisy
  • Grimoir zielarski
  • Kryształowa magia Wicca
  • Symbole i znaki
  • Zaklęcia i magia
  • Apendyks 1
  • Apendyks 2
  • Glosariusz
  • Lista polecanych lektur

Patrz też

Wicca a feminizm

Dlaczego uważa się Wicca za religię feministyczną?

O Wicca i ruchach pokrewnych myśli się czasem jako o religii feministycznej lub przeznaczonej tylko dla kobiet. Skojarzenie z płcią żeńską powstało w wyniku legendy mówiącej o źródłach tego wyznania. Wicca miałaby być kontynuacją praktyk dawnych pogan, których religię chrześcijanie pragnęli jakoby oczernić nazywając ją czarownictwem i oskarżając ludzi ją praktykujących o czczenie diabła. Ponieważ w naszej kulturze archetypową czarownicą jest zawsze kobieta, Wicca automatycznie kojarzy się z wiarą, która nie jest dla mężczyzn (a zatem w popkulturowym rozumieniu jest wiarą feministyczną, bo „rządzą tam baby”). Ludziom bardziej obeznanym z feminizmem Wicca kojarzy się z kultem bogini oraz z tym, że kobiety mają w niej stosunkowo jak na naszą kulturę wysoki (bo równy mężczyznom) status. Być może wiedzą też, że najwyższe stanowisko (przywódczyni grupki wyznawców) zarezerwowane jest tylko dla kobiet. Na ile te pierwsze i najczęstsze skojarzenia są prawdziwe?

Wicca – mówiąc w skrócie – to misteryjny kult pary bóstw, których imion zwykle nie wyjawia się publicznie. Nazywa się ich po prostu Bogiem i Boginią. Mają oni jednak swoje konkretne atrybuty, które ewoluowały wraz z upływem czasu i dojrzewaniem tej religii. Boga postrzega się jako władcę zmarłych, łowcę – pana zwierząt, ducha wegetacji i Słońca, natomiast Bogini jest panią miłości i magii, potrójną boginią Księżyca oraz matką Ziemią. Centralne misterium Wicca to poświęcenie wina, symbolizujące akt seksualny i zawarcie świętego związku między Boginią a Bogiem. Dzięki temu zjednoczeniu energii męskich i żeńskich według wyznawców powstaje nowe życie i wiecznie odradza się cały kosmos. To obietnica powrotu na ten świat w ponownym wcieleniu. Kobiety podczas rytuału reprezentują Boginię a mężczyźni Boga, dlatego obrzędy wymagają obecności i aktywnego udziału obu płci. Na czele kowenu (grupy wyznawców) stoi para: Arcykapłanka i Arcykapłan, przy czym ta pierwsza uznawana jest za oficjalną przywódczynię grupy.

Tyle teoria. Niewątpliwie jest to postęp w stosunku do bardziej znanych religii, w których nie pojawiają się bóstwa żeńskie, a kobiety nie mogą być kapłankami (ani nie mogą zajmować stanowisk wyższego stopnia). Wydaje się też, że wymóg uczestnictwa obu płci w każdym obrzędzie powinien przekładać się na równy status kobiet. Jednak, podobnie jak w przypadku seksu i rozmnażania, nie jest to takie proste. W poniższym artykule postaram się udowodnić, że Wicca, choć postępowa, sama z siebie nie musi sprzyjać równemu statusowi kobiet, ani wspierać ich walki o równouprawnienie w życiu codziennym.

Cechy Boga i Bogini we wczesnych tekstach wiccańskich

Mit zstąpienia Bogini to jeden z najwcześniejszych znanych wiccańskich tekstów. Po raz pierwszy pojawił się w 1954 roku, w książce „Witchcraft Today” napisanej przez Geralda Gardnera (twórcę Wicca, jak chcą jedni, albo jedynie pierwszego jej popularyzatora, jak twierdzą inni). Od tej pory powtarzano go w wielu różnych publikacjach, między innymi w „internetowej gardneriańskiej księdze cieni”, która zawiera kolekcję opublikowanych fragmentów pochodzących podobno z ksiąg cieni (tajnych tekstów dostępnych tylko wyznawcom). W „Witchcraft Today” Gardner przyjmuje stanowisko antropologa badającego wierzenia napotkanych przez siebie czarownic. Mit zstąpienia (nazwany przez niego w książce „mitem Bogini”) posłużył mu jako ilustracja głównej myśli definiującej tę religię. Gardner twierdził też: „To, że [czarownice] wierzą w [reinkarnację] jasno wynika z mitu bogini, który stanowi centralną część jednego z ich rytuałów”. Rzeczywiście, w wielu grupach mit zstąpienia odgrywany jest (tj. czytany w podziale na role) podczas jednego z obrzędów inicjacji (rytuału wtajemniczenia, podczas których wyznawcę zapoznaje się z kolejnymi misteriami).

Poniżej przedstawiam własne tłumaczenie tego mitu; oparłam się przy tym na wersji podanej w „internetowej gardneriańskiej księdze cieni” jako element rytuału inicjacji drugiego stopnia (datowanej na rok 1957), ponieważ jest pełniejszaniż tekst zamieszczony w „Witchcraft Today”:

W dawnych czasach nasz Pan, Rogaty Bóg, był, jak i teraz, Pocieszycielem i Pomocnikiem; lecz ludzie znali go jako strasznego Władcę Cieni, samotnego, surowego i nieugiętego. A nasza Pani, Bogini, nigdy wcześniej nie kochała, lecz chciała poznać wszelkie tajemnice, nawet tajemnicę Śmierci. Z tego powodu wyruszyła do Krainy Podziemia.

Strażnicy u Bram wezwali ją:

„Zdejmij swoje szaty, odłóż swoje klejnoty, gdyż wchodząc w te progi nie możesz zabrać ze sobą niczego”.

Odłożyła więc szaty i klejnoty, i została związana, jak wszyscy, którzy wkraczają do królestwa Potężnego Śmierci. Jej piękno było tak wielkie, że sam Śmierć ukląkł, złożył przed nią swój miecz i koronę, i ucałował jej stopy, mówiąc:

„Niech będą błogosławione twe stopy, które cię tutaj przywiodły. Zamieszkaj ze mną, lecz zezwól mi złożyć zimną dłoń na twoim sercu”.

Ona odrzekła:

„Nie kocham cię. Dlaczego sprawiasz, że wszystko, co kocham i o co się troszczę, więdnie i umiera?”

„O, pani,” odparł Śmierć, „to Czas i Los, nad którymi nie mam władzy. Czas powoduje, że wszystko przemija; lecz kiedy ludzie umierają, daję im odpoczynek, spokój i siłę, aby mogli powrócić. Ale ty, ty jesteś cudowna. Nie wracaj; zamieszkaj ze mną”.

Lecz ona odrzekła: „Nie kocham cię”.

Wtedy odezwał się Śmierć: „Jeśli nie przyjmiesz mej ręki na swoje serce, musisz poddać się biczowi Śmierci”.

„Taki jest Los, tak będzie lepiej”, powiedziała i uklękła.

A Śmierć wychłostał ją delikatnie, aż krzyknęła: „Czuję ból miłości”. Śmierć podniósł ją i powiedział: „Bądź błogosławiona”, i złożył na niej Pięciokrotny Pocałunek [rodzaj wiccańskiego błogosławieństwa], mówiąc: „Tylko tak możesz osiągnąć radość i wiedzę”.

Nauczył ją wszelkich Tajemnic, i podarował jej naszyjnik, który jest Kręgiem Odrodzenia. A ona nauczyła go tajemnicy Świętego Kielicha, który jest Kotłem Odrodzenia. Kochali się i stali się jednością. I nauczył ją wszystkich rzeczy magicznych.

W życiu człowieka są bowiem trzy wielkie tajemnice: miłość, śmierć i odrodzenie w nowym ciele, a magia obejmuje je wszystkie. By spełnić miłość musisz powrócić w tym samym czasie i miejscu, co ukochana osoba. Lecz by się odrodzić, musisz umrzeć i przygotować się na nowe ciało. By umrzeć, musisz się narodzić; a bez miłości nie możesz się narodzić, i to są wszystkie rzeczy magiczne.

A nasza Bogini zawsze skłania się ku miłości, radości i szczęściu, tak więc strzeże i opiekuje się swoimi ukrytymi dziećmi za życia, a po śmierci naucza je, w jaki sposób można się połączyć. Nawet na tym świecie uczy je Tajemnicy Magicznego Kręgu, który jest miejscem pomiędzy światami.

Tekst, jak widać bardzo skondensowany, to w zasadzie miniaturowa wiccańska Księga Zmarłych, opowiadająca o archetypicznej podróży podejmowanej przez żywą istotę (tutaj: Boginię) poza granice śmierci. Nie będę go analizować w całości, bo brak na to miejsca. Skupię się natomiast na charakterystyce bóstw i ich wzajemnych stosunkach.

Spójrzmy najpierw na cechy poszczególnych bóstw. Bóg to władca śmierci, który zwykłym ludziom wydaje się surowy. Inicjowani jednak wiedzą, że jest pocieszycielem i pomocnikiem pomagającym podczas odrodzenia (co jest typowe dla kultów misteryjnych). Bogini jest reprezentantką żywych, opiekuje się Wiccanami („ukryte dzieci Bogini” to eufemistyczne określenie czarownic) i naucza je magii. Jej atrybuty to piękno, miłość, radość i szczęście. Interpretację tą potwierdza Gardner, pisząc: „O bogu tego kultu myśli się jako o bogu następnego świata, śmierci i odrodzenia czy reinkarnacji, wspierającym pocieszycielu. Po śmierci z radością udajesz się do jego świata, aby odpocząć i się odświeżyć. Stajesz się młody i silny. Czekasz na moment, kiedy znów odrodzisz się na ziemi i modlisz się do niego, by odesłał duchy twoich ukochanych zmarłych, by cieszyły się z tobą podczas obchodów twoich świąt. […] Bogini religii czarownic jest oczywiście Wielką Matką, dawczynią życia i wcieloną miłością. Patronuje ona wiosennym przyjemnościom, ucztowaniu i wszelkim uciechom […] oraz ma szczególny związek z księżycem”. Inne teksty rytualne mówią, że jedynym sposobem na wezwanie Bogini jest zobaczenie obrazu miłości, oraz że rytuałami Bogini są wszelkie czyny miłości i przyjemności. Nawet kiedy wspomina się o jej mniej przyjemnych cechach, są one bagatelizowane: „Jest Dawczynią i Zabierającą, Boginią Życia, Śmierci i Odrodzenia; ale wszystko to w sposób słodki i kochający. Żartobliwie opisuje się ją jako «Matkę, która z miłością daje klapsy i całuje swoje dzieci»” („The Meaning of Witchcraft”).

Jakie są relacje między bóstwami? Bogini jest tu stroną młodszą i mniej doświadczoną, natomiast bóg mądrzejszą i potężniejszą. To on uczy ją „wszelkich tajemnic” i „wszystkich rzeczy magicznych”. Na marginesie warto zauważyć, że w zapisach rytuałów inicjacyjnych, które pochodzą z księgi cieni, zawsze mężczyzna wtajemnicza kobietę. Być może ma to jednak proste wyjaśnienie. Gardner mógł bowiem spisywać przebieg rytuałów tak, jak je postrzegał z własnej perspektywy. Nierówność tę można usprawiedliwić jako konieczny zabieg literacki – w końcu gdyby Bogini wiedziała co ją czeka po drugiej stronie, nie musiałaby się tam udawać. Jednak kiedy Gardner spekuluje na temat tego, jak mit zstąpienia mógł powstać, pokazuje, że różnica mocy między bogami była elementem wierzeń: „Być może wymyślono go, by wyjaśnić […] dlaczego mądrzejszy, starszy i potężniejszy bóg miałby oddać Bogini swoją władzę nad magią”. I to jest bardzo dobre pytanie. Dlaczego bóg miałby to robić? Jaki jest sens tej opowieści? Gardner pisał: „Wydaje się, że ten bóg śmierci i łowów, albo jego reprezentant, w pewnym momencie zdobył przywództwo kultu, a mężczyzna stał się panem. Podkreśla się jednak, że z powodu jej piękna, słodyczy i dobroci, mężczyzna stawia kobietę, podobnie jak bóg postawił boginię, na głównym miejscu, dlatego kobieta dominuje w praktyce kultu [czarownic]”.

Bóg i Bogini jako archetyp mężczyzny i kobiety

Ponieważ Bóg i Bogini to archetypowa energia męska i żeńska, postrzegani są jako wzorce osobowości kobiet i mężczyzn. „W pewnym sensie – pisze Gardner w „The Meaning of Witchcraft” – religia czarownic uznaje wszystkie kobiety za wcielenie Bogini, a wszystkich mężczyzn za wcielenie Boga. Z tego powodu każda kobieta jest potencjalnie kapłanką, a mężczyzna kapłanem, ponieważ dla czarownicy Bóg i Bogini są Męskim i Żeńskim, Prawym i Lewym, dwoma Filarami, które podtrzymują Wszechświat, a każda manifestacja męskości i żeńskości jest ich manifestacją”. Jednak nie każda kobieta jest godna zaszczytu reprezentowania Bogini podczas rytuału. Warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym, jest inicjacja na trzeci, najwyższy stopień wtajemniczenia. Według „The Meaning of Witchcraft” nie wszystkie kobiety są postrzegane jako przedstawicielki Bogini. Dotyczy to tylko tych, które uznaje się za młode i cudowne, kochające i szczodre, macierzyńskie i życzliwe. Chodzi więc o te kobiety, które posiadają wszystkie cechy, które zawierają się w terminie „słodycz”. Powinny one być marzeniem mężczyzny, bowiem tylko w taki sposób będą godne , by wezwano ducha Bogini, by na nie zstąpił. [Arcykapłanka] powinna być niezawodna, wierna i swobodna […]. Jeśli jest zagniewana, samolubna i skąpa, pewne jest, że nigdy nie otrzyma boskiego błogosławieństwa. Nasza Pani Czarownictwa stawia wysokie wymagania. [Arcykapłanka] musi być zawsze młodzieńcza, życzliwa i traktować cię zawsze tak samo. W każdym razie zawsze będzie szanowana. Czarownice bowiem szanują każdą kobietę, ale by otrzymać najwyższe zaszczyty, musi być ich godna”. Zwracam uwagę na określenie „marzenie mężczyzny” (oryg. „Man’s Ideal”). Wartość kobiety określa to, jak ją widzą mężczyźni. Godna reprezentantka Bogini powinna być połączeniem idealnej, atrakcyjnej kochanki i opiekuńczej matki. Mężczyznom w Wicca nie stawia się żadnych podobnych wymagań. Aby otrzymać najwyższą dostępną sobie godność, muszą zostać po prostu wybrani do tej funkcji przez Arcykapłankę.

Jeśli kobieta okaże się godna, staje się reprezentantką Bogini i przewodzi kowenowi (z tego właśnie znane jest Wicca). Jej pozycja nie jest jednak trwała. Dawniej można ją było stracić, gdy kobieta się zestarzała lub stała się nieatrakcyjna. Zasada ta pojawiła się po raz pierwszy podczas konfliktu Gardnera z jedną z jego Arcykapłanek, Doreen Valiente. W swojej książce, „The Rebirth of Witchcraft”, Valiente relacjonuje, jak w pewnym momencie Gardner znienacka przedstawił swojemu kowenowi nowy zestaw przykazań, obecnie zwanych powszechnie Dawnymi Prawami. Mówią one między innymi, odnosząc się do mitu zstąpienia, że: „Kapłanka powinna zawsze pamiętać, że cała jej władza pochodzi od niego [Boga/Arcykapłana]. Zostaje jej ona jedynie użyczona i posiada ją tylko, gdy używa jej mądrze i sprawiedliwie. Największą zaletą Arcykapłanki jest świadomość, że młodość jest niezbędna, by reprezentować Boginię. Tak więc winna ona z wdziękiem zrezygnować ze swojej pozycji na korzyść młodszej kobiety, jeśli tak zadecyduje rada kowenu. Prawdziwa Arcykapłanka uświadamia sobie bowiem, że zrezygnowanie z zaszczytnego miejsca jest jedną z największych zalet, a dzięki temu zaszczyt ten powróci do niej w innym wcieleniu, wraz z większą potęgą i pięknem”. Niemal identyczne sformułowania pojawiają się w „The Meaning of Witchcraft”. Z „Dawnych Praw” można się także dowiedzieć, że: „Wiccanie powinni czcić Bogów i być posłuszni ich woli, która została nakazana, gdyż stało się tak dla dobra Wiccan. [..]Bogowie bowiem kochają Wiccan, jak mężczyzna kocha kobietę, stając się jej panem [dosł. „by mastering her”]. Wiccanie zatem powinni kochać Bogów, poddając się ich panowaniu [dosł. being mastered by them]”.

Dotychczas cytowałam wyłącznie Gardnera, jednak jak się zdaje, założyciel drugiej w kolejności starszeństwa nurtu Wicca, Alex Sanders, pod tym względem nie różnił się od niego poglądami. Jego była żona, Maxine Sanders w swojej autobiografii zatytułowanej „Firechild”, opisała jak Alex i jego ówczesna Arcykapłanka, Sylvia, inicjowali ją za od razu na wszystkie trzy stopnie wtajemniczenia. Następnie, opowiada, „Kiedy spytałam Alexa i Sylvię o mój tytuł «Królowej Czarownic», podeszli do moich wątpliwości lekceważąco, mówiąc: «Twój tytuł jest jedynie rytualny. Twoim zadaniem jest reprezentowanie Bogini; nie wymaga to wiedzy, a jedynie piękna»”.

Zatem według wczesnych popularyzatorów Wicca stosunki między bogami a wyznawcami są analogiczne do relacji mężczyzna – kobieta, w której mężczyzna jest panem, a kobieta powinna być posłuszna jego woli. Takie stosunki – ich zdaniem – mają być wyrazem wzajemnej miłości. W związku z tym władza i potęga to atrybuty mężczyzny/Boga, który użycza ich kobiecie/Bogini. Jednak robi to tylko pod warunkiem, że jest ona młoda, piękna, opiekuńcza i szczodra. Nie wymaga się od niej żadnej wiedzy. Kiedy kobieta się zestarzeje, nie nadaje się już do sprawowania swojej funkcji. Pożyczona władza zostaje jej więc odebrana. Powinna się wówczas odsunąć w cień „z wdziękiem”, nie robiąc zbytniego hałasu i nie sprawiając problemów. Zostaje zastąpiona przez młodszą i atrakcyjniejszą kobietę. Taka podstarzała eks-eprezentantka Bogini ma upatrywać nagrody w przyszłym życiu. W „The Meaning of Witchcraft” jest tylko jedna wzmianka o tym, że piękno nie musi dotyczyć jedynie ciała: „Istnieje wiele rodzajów piękna, a piękno ducha większe jest niż piękno ciała. Oczyszczenia, którym poddaje cię kult, zwiększają to tajemne piękno”.

Ewolucja Wicca i jego kapłanek

Poczatkowo w Wicca brakowało szerszego opisu bóstw oraz legend. Rytuały świąt, dostarczające nieco informacji na temat istoty bóstw, były krótkie i schematyczne. Wyznawcy zwykle uzupełniali je zgodnie z upodobaniami poszczególnych grup. Nic więc dziwnego, że zapragnęli także nieco wzbogacić swoją religię i sięgnęli do dostępnych im książek na temat pogaństwa antycznego. Szczególny wpływ na postrzeganie Boga i Bogini w religii czarownic miały „Złota Gałąź” Jamesa Frazera i „Biała Bogini” Roberta Gravesa, a także prace dotyczące psychologii jungowskiej (szczególnie koncepcja animy i animusa). Doroczne święta, wcześniej ze sobą niepowiązane, dzięki tym zapożyczeniom zostały obudowane legendą i zaczęły tworzyć spójny ciąg obchodów. Otóż, według Wiccan, w dzień przesilenia zimowego Bogini rodzi Boga, tożsamego ze Słońcem i zbożem. Na wiosnę Bóg wzrasta i kiedy dojrzewa poślubia i zapładnia Boginię-Ziemię. W czasie żniw Bóg składa swoje życie w ofierze, pragnąc wyżywić swoje dzieci i tak pomóc im przetrwać zimę. Jego ciężarna małżonka opłakuje go i przyobleka się w żałobną, jesienną szatę. W najciemniejszym, najtrudniejszym momencie Bóg-Słońce się odradza. Tak właśnie w skrócie wygląda współczesny cykl wiccańskich świąt dorocznych.

Jak widać, motyw przewodni religii nie uległ zmianie. Nadal chodzi w nim o śmierć i odrodzenie. Bóg zyskał jednak nowe atrybuty. Teraz jest Słońcem i zbożem („Zielonym Mężem”), zaś jako Łowca/Władca Zmarłych pojawia się jedynie w zimie, po swojej ofiarnej śmierci. Pośród cech Bogini szczególnie podkreślono macierzyństwo i płodność. Para bóstw przedstawiana początkowo jako miłość i śmierć (Eros i Tanatos, a właściwie Wenus i Herne) zaczęła pojawiać się raczej jako falliczny bóg Pan i ciężarna Gaja. Zmiana ta jeszcze mocniej ulokowała Boginię w strefie tradycyjnie kojarzonej z kobiecością. Wcześniej to ona wyruszała w podróż prowadzącą na drugą stronę świata i swoją atrakcyjnością pobudzała Boga do działania, podobnie jak w mitologii indyjskiej Śakti pobudzała do działania Śiwę (być może to podobieństwo jest zapożyczeniem, które przedostało się do tradycji Wicca w wyniku długiego pobytu Gardnera w okolicach Indii – na Borneo i Malajach, obecnie stanowiących część Malezji). W późniejszej wersji mitu bogini stała się zapładnianą, pasywną Ziemią, pojemnikiem i podłożem. Stąd, kiedy podczas odbywających się w Warszawie warsztatów Wiccanka Boann tłumaczyła mi rolę Bogini, odniosła się do dawnej greckiej teorii, w której dziecko pochodziło w całości z nasienia mężczyzny, a kobieta jedynie przez pewien czas je w sobie przechowywała.

Społeczność neopogańska naturalnie odzwierciedlała dominujące w tamtym okresie popularne przekonania na temat równouprawnienia kobiet. Dziennikarka Margot Adler, która przeprowadziła przekrojowe badania neopogan w Stanach Zjednoczonych i opublikowała je w 1979 roku w tomie zatytułowanym „Drawing Down the Moon”, zauważyła, że wielu Wiccan wierzyło w przedstawiany w mediach stereotyp radykalnej feministki-lesbijki. Adler cytuje między innymi Isaaca Bonewitsa, znanego autora i redaktora pisma „Gnostica”: „W jednym z artykułów wstępnych zauważył on, że neopogańskie artykuły mają tendencję do insynuowania, że kobieta niezainteresowana rolą gospodyni domowej, czynnościami religijnymi i wychowywaniem dzieci «jest w pewien sposób psychiczną kaleką; że jest niekompletnym i podrzędnym obrazem Bogini». […] Pisał też, że mężczyźni – neopoganie mają skłonność chwalić kobiety «za te same cechy, które wiele kobiet uważa za seksistowskie pułapki mające na celu powstrzymać je przed rozwinięciem swego pełnego potencjału jako ludzkie istoty», przyjmując postawę odzwierciedlającą powszechną chrześcijańską schizofrenię traktującą kobiety albo jako Dziewicze Matki, albo jako prostytutki”.

Reakcja kobiet, które nie akceptowały takiego rozwiązania, była dwojaka: albo wykorzystywały reguły religii na własną korzyść, albo przekreślały je i tworzyły własną jakość. O tych pierwszych Margot Adler pisze w taki oto sposób: „Czarownictwo przyciąga wiele kobiet, ponieważ oferuje im poczucie własnej wartości […]. Kobiety te następnie rekompensują sobie swoje poczucie nieudolności czy niższości tym, że stają się grubą rybą w małym jeziorku (czyli w kowenie). Choć na co dzień mogą być zmuszone do odgrywania roli pani domu-matki-kochanki, to w kowienie, który składa się z pięciu do trzynastu osób, mają wielkie wpływy. Zamiast stać się feministkami, postrzegają feminizm jako zagrożenie dla ich statusu w kowenie. […] Można nawet powiedzieć, że czarownictwo stanowi czasami «zawór bezpieczeństwa» dla establishmentu, dostarczając ujścia uciskanym kobietom, lecz nie dopuszczając do ich prawdziwego wyzwolenia. Jeśli tak jest, to czarownictwo stało się siłą konserwatywną, która sprawia, że przeprowadzenie prawdziwych zmian jest jeszcze trudniejsze niż zwykle”. Nadmierna władczość i przerost ego przywódczyni grupy, to przypadłość na tyle popularna, że zyskała sobie slangową nazwę „choroby Arcykapłanki”. W skrajnych przypadkach dochodzi do postrzegania kapłanów jako „baterii” albo „trutni”, mających jedynie dostarczyć „męskiej energii” poprzez swoją obecność podczas rytuału. Poza tą funkcją uważa się ich za zupełnie zbędnych.

Z drugiej strony pojawiły się też tendencje separatystyczne i pragnienie czczenia Bogini „po swojemu”. Tak powstało czarownictwo zwane feministycznym lub dianicznym. Część kobiet należących do tego nurtu postulowała konieczność zrównoważenia wielowiekowego wywyższania cech męskich przez poświęcenie się kultowi pierwiastka żeńskiego. Inne w ogóle poddawały w wątpliwość dogmat Wicca mówiący o istnieniu dwóch uzupełniających się energii (męskiej i żeńskiej), twierdząc, że każda istota ludzka jest całością. Nie trudno się domyślić, że ten pomysł nie został dobrze przyjęty. Dianiczne czarownice, którą poznałam podczas warsztatów na temat tej religii, opowiadały, że kiedy podczas publicznych festiwali pogańskich urządzano pierwsze rytuały tylko dla kobiet, mężowie siłą wyrywali z nich swoje żony z obawy, że się „zepsują”. Byli przekonani, że brak odpowiedniego zrównoważenia (czyli brak obecności mężczyzn) z pewnością im zaszkodzi.

Wicca i neopogańskie czarownictwo zmieniały się wraz ze społeczeństwem. Zgodnie z tym, co mówi Arcykapłanka Boann, reprezentująca najwcześniejszy, gardneriański nurt Wicca, postrzeganie bóstw się nie zmieniło. Bogini jest siłą pasywną, receptywną Ziemią. Cech tych jednak nie rzutuje się już na kapłanki. Wiele z nich to silne kobiety łączące pracę z macierzyństwem i religią. Piękno czy płodność nie są już podstawowymi cechami przywódczyń. Wiele z nich dożywa sędziwego wieku pozostając na swoim stanowisku dopóty, dopóki nie poczują się nią zmęczone. Homoseksualiści, kiedyś w ogóle niedopuszczani do praktyk bardziej tradycyjnego nurtu, dochodzą w nim do najwyższych stanowisk. Nie wymaga się już sprawności fizycznej. Dawniej jej brak mógł być powodem odmówienia inicjacji (o czym opowiada Maxine Sanders). Jednak, choć sytuacja znacznie się poprawiła, dalej w szeregach Wiccan znajdują się ludzie, którzy czują się zagrożeni przez feminizm. Margot Adler pisze o nich w notatkach dołączonych do poprawionego wydania „Drawing Down the Moon” opublikowanego w 1986 roku. Za przykład może posłużyć choćby dyskusja na amerykańskim blogu „Feministe”, która miała miejsce w 2007 roku [wątek o Wicca rozwinął się jako dygresja, trzeba wyszukać odpowiednie wpisy w komentarzach]. Niektóre jej uczestniczki skarżyły się na Wiccan ceniących w kobietach wyłącznie macicę, negujących wartość kobiet niezainteresowanych seksem i twierdzących, że „tak świętym istotom nie można pozwolić na to, by kalały się myśleniem”.

Podsumowanie

Pomimo uwzględnienia w wierzeniach i rytuałach obu płci, Wicca ze swojej natury nie jest jednak – moim zdaniem – religią feministyczną. Religia ta powstała w Anglii na początku XX wieku i stamtąd wyniosła definicję kobiecości. Taką samą formułę kobiecości można odnaleźć w tradycyjnej przysiędze małżeńskiej, w przysłowiach o „szyi, która kręci głową” (dopóki „głowie” się to nie znudzi) oraz w opowieściach o uwodzicielkach, którym mężczyźni po prostu nie mogą się oprzeć. Wraz ze zmianą roli kobiet w społeczeństwach zachodnich, Wicca ewoluowało. Dzięki temu wśród Wiccan możemy obecnie spotkać zarówno czarownice-feministki, jak i ludzi dogłębnie uprzedzonych. Wicca jest ruchem tak feministycznym, jakim uczynią go sami jego wyznawcy.

Bibliografia

  • Gerald Gardner, „Witchcraft Today” 1954 (najnowsze wydanie: Citadel Press, 2004)
  • Gerald Gardner, „The Meaning of Witchcraft” 1959 (najnowsze wydanie: Red Wheel/Weiser, 2004)
  • Doreen Valiente, „The Rebirth of Witchcraft” 1989 (najnowsze wydanie: Robert Hale Ltd, 2007)
  • Margot Adler, „Drawing Down the Moon” 1979 (wydanie drugie poprawione 1986, najnowsze: Penguin Books, 2006)
  • Maxine Sanders, „Fire Child”, Mandrake 2007
  • Deborah Lipp, „Anti-Feminist Wicca?” (artykuł dostępny online na blogu autorki)

Dalsza lektura

  • Starhawk, „Spiral Dance: a Rebirth of the Ancient Religion of the Great Goddess” 1979 (wydanie drugie poprawione z 1989, trzecie poprawione z 1999 roku, wyd. HarperSanFrancisco)
  • Vivianne Crowley, „Wicca: The Old Religion in the New Age” 1989 (wydania poprawione 1996 i 2003, to ostatnie pod tytułem „Wicca: A Comprehensive Guide to the Old Religion in the Modern World”)
  • Shekhinah Mountainwater, „Ariadne’s Thread: Workbook of Goddess Magic” Crossing Press, 2001
  • Ruth Barrett, „Women’s Rites, Women’s Mysteries: Intuitive Ritual Creation” 2004 (najnowsze wydanie: Llewellyn Publications, 2007)

(Powyższy artykuł został po przeredagowaniu opublikowany w kwartalniku feministycznym „Zadra” nr. 3-4/2008.)

Historia Wicca – podstawy

Historia Wicca zawsze była tematem trudnym i niewygodnym dla samych Wiccan, ponieważ założyciele tego kultu stworzyli na temat jej początków sporo mitów (jak to z każdą nową religią – trzeba jej było dorobić rodowód). Gerald Gardner pisał o kulcie o rodowodzie sięgającym czasów procesów czarownic i dalej, do epoki kamienia łupanego, przekazanym mu przez grupę z okolic New Forest. Alex Sanders z kolei opowiadał o tradycji przekazanej mu przez babkę. Wielu Wiccan szczerze w to wszystko wierzyło i bardzo się gryzło, kiedy historycy zaczęli udowadniać, że było zupełnie inaczej, że Sanders zdobył jakoś teksty liturgiczne, które złożone zostały wcześniej przez Gardnera z wielu dostępnych mu źródeł literackich i wzbogacone poezją Doreen Valiente. Jak to więc tak naprawdę było?

Najwcześniejszym źródłem informacji na temat Wicca są książki napisane w latach 50-tych XX wieku (tuż po zniesieniu praw czyniącym fakt bycia czarownicą karalnym) przez Anglika Geralda Gardnera, Arcykapłana pierwszego znanego wiccańskiego kowenu. Gardner opisywał tajemniczą religię czarownic, którą odnalazł jako antropolog-amator i do której przyłączył się, aby ją poznać dogłębnie. Choć w paru miejscach nazwał członków tej grupy „Wica” (przez jedno ‚c’), pojęcie to nie było wtedy w powszechnym użyciu – do mniej więcej lat 1970tych wierni mówili o sobie „czarownice”.

Gardner, jak już wspominałam, relacjonował, że napotkał kult, który przetrwał setki lat prześladowań, a obecnie wymierał. Wierzenia i obrzędy przekazywane były wyłącznie między zaufanymi członkami rodziny, a wiele fragmentów utracono na zawsze. Aby przyłączyć się do czarownic, trzeba było przysiąc, że nie zdradzi się ludziom „z zewnątrz” szczegółów obrzędów (podobnie jak w dawnych tradycjach misteryjnych) ani danych osobowych innych członków (ze względów bezpieczeństwa). Z tych ponoć powodów książki Gardnera zawierają wiele niedomówień. Wspierał on dodatkowo swoją tezę odwołaniami do prac brytyjskiej antropolożki i egiptolożki Margaret Murray, która za jego czasów była pewnym autorytetem na temat dawnych czarownic i także twierdziła, że praktykowały one jakąś formę pogańskiego kultu.

Obecnie wiemy, zarówno z przekazów ludzi mu współczesnych, jak i z tych jego notatek które przetrwały, że przekazywana przez Gardnera tradycja składała się z fragmentów skopiowanych z wielu źródeł, w tym pism Złotego Świtu, publikacji Aleistera Crowleya, poezji i prozy pogan antycznych oraz „Aradii” Charlesa Godfreya Lelanda (który twierdził, że odkrył tajemną religię czarownic w Toskanii we Włoszech).

Konkurują ze sobą dwie tezy. Jedna, przedstawiona przez Ronalda Huttona w książce „Triumph of the Moon”, mówi, iż Gardner stworzył Wicca od podstaw, na podstawie informacji zebranych z różnych źródeł i własnych pomysłów. Według drugiej, ukazanej w „Wiccan Roots” Phillipa Hesseltona, Gardner rzeczywiście COŚ odkrył, to COŚ jednak było na tyle fragmentaryczne, że musiał uzupełnić to korzystając ze swojej szerokiej wiedzy.

Tak czy siak – idea kultu czarownic okazała się na tyle atrakcyjna, że jeszcze za życia Gardnera zaczęły pojawiać się inne grupy o „antycznych” korzeniach. W tej chwili najpopularniejsze wydają się być: pochodzące od Roberta Cochrane’a Czarownictwo Tradycyjne (nie to samo co Wicca Tradycyjne), czarownictwo Feri (Cora i Victor Anderson) i Stregheria (czarownictwo włoskie, Raven Grimassi). Niektóre takie grupy nazywały się nawet oryginałami i oskarżały Gardnera o fałszerstwo.

Wicca rosło. Po śmierci obu założycieli zaczęły zdarzać się próby publikacji wykradzionych fragmentów rytuałów, koweny wymieniały się między sobą informacjami, zapanował pewien chaos. Świeża para aleksandryjskiego Arcykapłaństwa, Stewart i Janet Farrarowie, postanowiła to jakoś usystematyzować i z pomocą Doreen Valiente (w której posiadaniu znajdowała się jedna z Ksiąg Cieni Gardnera) po raz pierwszy opublikowała „ujednoliconą” Księgę Cieni w pozycji dostępnej obecnie pod nazwą „A Witches’ Bible”. Wielu Wiccan miało im to bardzo za złe; do dziś niektóre koweny odradzają lekturę tej książki.

Kolejnym skutkiem popularyzacji Wicca stało się to, że liczba zainteresowanych rosła. Wielu ludziom trudno było znaleźć nauczyciela, bo koweny były rzadkie. Wychodząc naprzeciw potrzebom religijnym takich ludzi niektórzy Wiccanie (m.in. Doreen Valiente, Raymond Buckland i Scott Cunningham) opublikowali proste podobne do wiccańskich zestawy rytuałów do praktykowania „kiedy nie możesz znaleźć żadnej grupy”. Czasem dołączali nawet instrukcje dotyczące autoinicjacji lub zakładania grup.

Publikacja materiałów z Księgi Cieni oraz alternatywnych praktyk rytualnych miała natychmiastowy skutek: zaczęły pojawiać się jednostki i grupy niezależne, tworzące swoją praktykę z mieszanki powyższych materiałów. Zbiorczo nazywa się ich Wiccanami Eklektycznymi. Charakteryzują się zwykle swobodniejszym podejściem do materiału Księgi Cieni, przysięgi milczenia, hierarchii wewnątrz kowenu i linii przekazu. W nurcie tym znajdują się tradycje takie jak Reclaiming, Seax Wicca, Odyssean Wicca i czarownictwo dianiczne.

Popularyzacja Wicca miała też skutki mniej pozytywne – pojawił się między innymi wysyp nastolatków zafascynowanych ekscytującą otoczką czarownictwa (uwieczniono je np. w filmach „The Craft: Sztuka czarownic” albo „Blair Witch Project 2″). Scott Cunningham poniewczasie nieco przestraszył się skutków swojego zachęcania do swobodnej interpretacji Wicca i opublikował drugą książkę, „Living Wicca”, w której próbował pokazać, że religia ta ma jednak pewne granice i ustaloną symbolikę, ale było za późno. Wielu „nowych” Wiccan zaczęło też usuwać ze swoich praktyk elementy, które uważali za zbyt kontrowersyjne. Odarli w ten sposób swoją religię z wcześniejszego dramatycznego przekazu – śmierć, seks i odrodzenie – nadając wydźwięk milszy i bardziej społecznie akceptowalny (pogodna religia natury).

Rezultat jest taki, że wśród Wiccan znajdują się obecnie ludzie o wszelkich możliwych postawach życiowych i stopniu zaangażowania religijnego. Znajdą się „wierzący, ale niepraktykujący”. Istnieją „weekendowi poganie”, których głównym wyrazem religijnym jest pojawianie się na otwartych dla wszystkich obrzędach osiem razy do roku. Mamy wreszcie Wiccan podążających za tradycyjnym wzorcem religii misteryjnej i takich, którzy szkolą się na kapłanów w pogańskich seminariach. Są radykalni eksperymentatorzy i ci, którzy pragną trzymać się dawnych przekazów co do joty. Największym wyzwaniem jest obecnie znalezienie wspólnego języka między tymi grupami.

Patrz też